sobota, 11 października 2014

Rozdział 1! x3

Dzień zaczął się miło. Obudziłam się w rewelacyjnym humorze. Wczoraj odbyło się zakończenie roku i występ. Było wspaniale! Teraz już wiem, że nigdy nie zostawię muzyki, a ona już zawsze będzie we mnie! 
Tak czy inaczej, wstałam we wspaniałym humorze, była godzina ok. 9, nareszcie można było się wyspać, to był 1 dzień wakacji! Pogoda była śliczna, a za oknem ślicznie śpiewały ptaki dodając uroku temu dniu. Ruszyłam do łazienki. Po drodze napotkałam Angie.
-Witaj Violu! Jak się spało! – uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie ciocia już ubrana w sukienkę i dżinsową kurtkę oraz nieco wyższe, brązowo-białe buty..
-Cześć Angie! Bardzo dobrze! Miałam miłe sny i jestem przeszczęśliwa po wczorajszym zakończeniu roku! To było coś magicznego. Już wiem, że muzyka, śpiew i taniec to moje życie i nigdy nie przestanę tego robić, a scena to moje miejsce na ziemi! – opowiadałam przeszczęśliwa. Widziałam, że Angie coraz bardziej się wzruszała. – Wszystko w porządku Angie? – zmartwiłam się.
-Tak, ale.. nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo przypominasz swoją mamę – uśmiechnęła się.

-Oh Angie! – przytuliłam ją z uczuciem.
-No nic, przepraszam, rozckliwiłam się! – ogarnęła się trochę Angie. – Violu, pamiętasz co powiedziała Ci babcia? Po występie końcowym miałaś powiedzieć wszystko tacie. Co zrobisz?
-Nie wiem.. nie wiem Angie i nie chcę na razie o tym myśleć! Mam całe wakacje, a póki co chcę cieszyć się dniem i tym całym rokiem szkolnym , który był taki niesamowity i tyle zmienił! – trochę się zmieszałam, ale na koniec uśmiechnęłam co moja ciocia odwzajemniła.
-No dobrze, ja rozumiem, ale wymigiwanie się na długo Ci nie wystarczy i Twoja babcia na pewno nie podzieli odwlekania tego tematu – ostrzegła mnie ciotka.
-Oj Angie nie dramatyzuj! Lecę się już ubrać, papaap – ucałowałam ją w policzek i pobiegłam do łazienki. Umyłam twarz, zęby i szybko pobiegłam się ubrać. Potem zeszłam na śniadanie, z którym na mnie czekano. Tata nie był zachwycony, ale nawet on nie mógł zepsuć mi dobrego humoru. Ponadto mój dom był nareszcie taki o jakim marzyłam. Bez Jade! Tylko ja tata, Olga, Ramallo i Angie!  Moje życie było idealne!  Chciałam, żeby zostało tak już na zawsze.
-O czym myślisz Violetto? – zatroskał się mój tato.
-O niczym i o wszystkim tato. O tym, że wszystko jest takie idealne – uśmiechnęłam się.
-Tak,  to prawda, w naszym domu panuje już tylko spokój i szczęście – uśmiechnął się szczerze patrząc po kolei na wszystkich kończąc na Angie, na której wzrok zatrzymał trochę dłużej.
-Tato muszę wyjść .. – spojrzałam w telefon.
-Co?! Sama?! Dokąd?! – natychmiastowo spojrzał na mnie zaskoczony.
-German spokojnie – wtrąciła się Angie, ponieważ tata był maksymalnie zaskoczony
-Ej tato uspokój się. Zapomniałeś? Nie jestem już małą dziewczynką, to, że są wakacje nic nie zmienia – uśmiechnęłam się delikatnie, nie chciałam dziś kłótni. – A idę do szkoły po swoje rzeczy, których nie zdążyłam zabrać.
-Ale… Sama – strzelał oczami w boki.
-Tak, nic mi się nie stanie. Przecież mi ufasz, prawda? – spojrzałam na niego.
-Tak… - dalej strzelał, a ja uniosłam brew. – Tak, tak! Oczywiście, że tak..
-To dobrze, dziękuję – uśmiechnęłam się i wstałam biorąc torebkę . – Niedługo wrócę – ucałowałam tatę w policzek i wyszłam machając do reszty. Kątem oka widziałam jeszcze jak tata się podnosi , ale przechodząca akurat Olga kładnie mu rękę na ramieniu usadzając go z powrotem. Pokiwałam głową i poszłam dalej. Na cóż, rozumiem, że musi się jeszcze trochę przyzwyczaić, w końcu wiele się zmieniło od przyjazdu tu. Ale wierzę, że mu się uda.
Szłam przez miasto obserwując wszystko co mnie otaczało. Piękne drzewa, drgające liscie pod wpływem wiatru niczym małe błyszczące dzwoneczki, czyste, błękitne niebo, oślepiające słońce, zieloną trawę i piękne kwiaty, dzieci biegające w parku z latawcami, piłkami, zwierzakami i rodziców siedzących na ławkach odpoczywających oraz cieszących się chwilą spędzoną z rodziną. Wakacje to czas, w którym można zwolnić. Można oderwać się od pośpiechu życia codziennego, zwolnić i zacząć dostrzegać detale. Detale tak drobne, a zarazem tak subtelne i piękne. To czas na odpoczynek, cieszenie się życiem i docenienie wszystkiego co nas otacza. To cudowny okres czasu. Po chwili mój telefon zadrżał. Wyjęłam go; to był SMS. Od Leona..

Ciągle nie wiedziałam co z Nimi zrobić, chociaż w głębi duszy kierując się radą mojej babci, jakaś odpowiedź już kiełkowała. Pamiętam jej słowa.. : „..Dzieje się
tak, ponieważ ludzie próbują kochać głową. A tak nie jest. Kochamy naszym sercem. A nasze serce kiedy jest zakochane, czasami, trochę wariuje.”
Pamietam ten dzień i rozmowę. Tomas. Kiedy jestem z nim czuję muzykę, piękną melodię, która nas łączy i jest nieskończona , nieprzerwana. Kiedy jestem z nim czuję, że mam już wszystko i , że mogę wszystko osiągnąć, razem z nim. Moje serce szaleje. A Leon? On mnie zawsze wspierał, pocieszał to fakt. Ale zaczęłam się zastanawiać, czy nie byłam z nim po prostu z wdzięczności za jego pomoc? Wiem, ze kocham Tomasa najbardziej na świecie i z nim chcę być, ale Leon, to jakbym miała wyrzuty sumienia.. Ale odbiegam
od tematu! Zapomniałam o SMS-ie! Ależ jestem roztrzepana! Odczytałam go.: „Cześć Księżniczko. Jak wakacje?”  Uroczy był. Widziałam, że się starał. W takich momentach zaczynałam mieć wyrzuty sumienia. Z Tomasem wiele przeszliśmy, ale przez ten rok dużo myślałam; zasadniczo to nie nasza wina. To Ludmiła stawała nam na drodze, być może właśnie Leon? I nie chciałam skrzywdzić Fran. To było bardzo trudne. A nawet nie mielismy szans spróbować. Tak! To trzeba było zrobić. Czemu się wypowiadam kiedy nawet nie miałam szans na chociaż randkę z Nim , aby się przekonać jak będzie? ! Koniec rozterek, już nic i nikt nam nie przeszkodzi! Dziś do niego zadzwonię. Musimy spróbować. – Wzdychając zamknęłam telefon i włożyłam z powrotem do torebki. Doszłam do Studia. Uwielbiałam to miejsce, choć teraz było tu tak cicho i pusto. Ale atmosfera radości tu pozostała, muzyki, spełnionych marzeń. Jednak ta cisza mocno dotykała w serce, było wręcz trochę strasznie, ale ja z reguły wszystkiego zawsze się bałam, to może dlatego – uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam do szatni. Otworzyłam swoją szafkę , do której klucz wzięłam wcześniej od dozorcy. Została tam moja bluzka, gumka, jedna z ulubionych bransoletek i kilka innych wspomnień z mojego 1 roku w Studiu – znów uśmiechnęłam się sama do siebie przy zamykaniu szafki i ruszyłam do wyjścia. Przy gabinecie Pablo ktoś wychodził. Wpadłam na niego i wypadły mi rzeczy. Tajemniczy ktoś pomógł mi zebrać, gdy wstaliśmy zobaczyłam, był to.. Tomas!

-Cześć Violetto – uśmiechnął się, choc i tak było widać po nim jakiś smutek , chociaż w tym momencie twarz mu rozjaśniała. – Przepraszam, chodzę jak sierota
-Tomas! – tak się ucieszyłam , gdy go zobaczyłam. – To nic! Przecież to ja nie patrzyłam! Zamyśliłam się. Miałam dziś do Ciebie dzwonić!..   Czy.. coś się stało? – gdy to powiedziałam spuścił wzrok, a jego mina drastycznie się zmieniła.
-Tak.. znaczy nie.. znaczy tak.. – wahał się.
-Tak tak czy nie, zdecyduj się – uśmiechnęłam się. – Tomas.. przerażasz mnie, co się dzieje?
-Violetto… Tak bardzo Cię kocham… - zaczął.
-I ja Ciebie..  – podeszłam bliżej, ale kontynuował.:
-Ale nieodwołalnie i niezmiennie… ja…
-Co?  -  byłam bardzo przejęta.

-Wracam do Hiszpanii. – spojrzał na mnie tak smutnymi oczami, prosto w moje tak bardzo zaskoczone i w tym momencie zranione.

----------------------------------------
Tak wiem, ze słabe i beznadzieja i wgl. , ale bardzo się spieszę, więc jutro przyjmę krytykę, jak ktoś tu wgl. wpadnie :3  Proszę bardzoo o opinie, bo muszę wiedzieć jakie zmiany wprowadzać :))) Proszę wpadajcie czasem, czytajcie, bo troszkę nad tym wszystkim pracuję i chciałabym jednak to robić dla kogoś :))) ;*

Miłego Weekendu wszystkim! <3

1 komentarz:

  1. Super rozdział <3
    Taaki.. taki.. no super !
    Pisz dalej, bo ja będę czytać ! :*

    OdpowiedzUsuń