wtorek, 13 sierpnia 2013

Część 3.

Hej hej wiem, że mnie długo nie było, ale to dlatego, że szczerze, czekałam no chociaż jeden komeczek. No, ale trudno. Za to jestem pelna radości patrząc na wejścia ;*** Jesteście świetni ;*** Zapraszam na 3 część ;) 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                            *Violetta*

Rozpakowałam się już i po wszystkim rozłożyłam wygodnie na łóżku. Byłam taka szczęśliwa, ze zostaniemy w Buenos Aires.! Wreszcie mogłam kogoś poznać, mieć przyjaciół.. Liczyłam, że może i tata w końcu zmieni zdanie i nawet puści mnie do szkoły! :D Zwłaszcza, ze zbliżały się moje urodziny, chciałabym, aby to był taki mój prezent. :) Szczęśliwa i pełna marzeń oraz oczekiwań chwyciłam za swój ukochany pamiętnik i zaczęłam pisać..

                                         *German*

-Ramallo przesłałeś już te pieniądze chińczykom? – zwróciłem się do Ramalla.
-Oczywiście. – przytaknął.
-Dobrze, a więc teraz zajmij się szukaniem nowej guwernantki dla Violetty – poleciłem mu.
-German. Przemyśl to dobrze. Violetta ma już 17 lat. Powinna się rozwijać, zawierać nowe znajomości. Spełniać się.. – zaczął Ramallo. – Powinna pójść do zwykłej szkoły.
-Dokładnie. – do kuchni weszła Olga. – Nasza mała dziewczynka, powinna mieć jakichś znajomych, przyjaciół. Nie widzi Pan, ze jest nieszczęśliwa będąc zamkniętą w domu?
-A wy jak zwykle w zmowie przeciwko mnie – spojrzałem na tę dwójkę. – A ja ci przypominam Olgo, że będąc zamkniętą tu w domu, przynamniej jest bezpieczna i nikt jej nie skrzywdzi.
-Violetta nie jest dzieckiem i da sobie radę – kiwnął głową Ramallo.
-Tak, tak. Słuchajcie skończmy już wałkować ten temat. Violetta będzie się uczyła w domu, cokolwiek, ktokolwiek o tym myśli – powiedziałem stanowczo. – A ty Olga – zwróciłem się do ciemnowłosej – zrób mi kawę – wyszedlem z kuchni i skierowalem się do swojego gabinetu.
                                              *Cami*

Skończyliśmy już zajęcia w Studiu, więc nadszedł czas na pojedynek z Ludmiłą. Trochę się denerwowałam, ale bardziej złościłam na tę jędzę. Miałam już jej dość i chciałam jej w końcu pokazać, ze nie jest wcale najlepsza.
-Cami jesteś pewna, że chcesz wziąć udział w tym pojedynku? – zwróciła się do mnie zatroskana Fran.
-Tak.  Jestem. Pokażę tej małpie na co mnie stać – ze złości aż się gotowalam.
-Ok. Pamiętaj, ze jesteśmy z tobą – położył mi dłoń na ramieniu Maxi.
-Dzięki kochani – uśmiechnęłam się do przyjaciół. – Więc chodźmy – skierowaliśmy się w kierunku Sali muzycznej. Weszliśmy do środka, a tam czekała już Ludmiła z ekipą.
-O proszę, proszę jednak przyszliście – zaśmiała się blondynka.
-Jak na takie ofiary to jesteście dość odważni – uśmiechnął się cwanie Leon.
-A ja bym się z tym nie zgodziła Leonie – przyjrzał mi się uważniej. – Bo tylko ofiara, chwali dzień, przed zachodem słońca – podeszłam do nich z uśmiechem.
-Współczuję ci Cami wiesz? – zwróciła się do mnie Ludmiła – Mało, ze nieudolna to jeszcze głupia.
-Ludmiła – podszedł do nas Maxi – powiedz mi masz coś z oczami? Bo stoisz przed Cami, a nie przed lustrem.
-Haha, tak? No to zobaczymy. – Ludmiła włączyła muzykę, Leon zaczął grać i zaczął się pojedynek.
Jednak kiedy się skończył do Sali weszła Angie..

1 komentarz:

  1. Zapraszam do mnie http://violetta-superdziewczyna.blogspot.com/
    P.s super blog!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń