-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Violetta*
Rozpakowałam się już i po wszystkim rozłożyłam wygodnie
na łóżku. Byłam taka szczęśliwa, ze zostaniemy w Buenos Aires.! Wreszcie mogłam
kogoś poznać, mieć przyjaciół.. Liczyłam, że może i tata w końcu zmieni zdanie
i nawet puści mnie do szkoły! :D Zwłaszcza, ze zbliżały się moje urodziny,
chciałabym, aby to był taki mój prezent. :) Szczęśliwa i pełna marzeń oraz oczekiwań
chwyciłam za swój ukochany pamiętnik i zaczęłam pisać..
*German*
-Ramallo przesłałeś już te pieniądze chińczykom? –
zwróciłem się do Ramalla.
-Oczywiście. – przytaknął.
-Dobrze, a więc teraz zajmij się szukaniem nowej
guwernantki dla Violetty – poleciłem mu.
-German. Przemyśl to dobrze. Violetta ma już 17 lat.
Powinna się rozwijać, zawierać nowe znajomości. Spełniać się.. – zaczął Ramallo.
– Powinna pójść do zwykłej szkoły.
-Dokładnie. – do kuchni weszła Olga. – Nasza mała
dziewczynka, powinna mieć jakichś znajomych, przyjaciół. Nie widzi Pan, ze jest
nieszczęśliwa będąc zamkniętą w domu?
-A wy jak zwykle w zmowie przeciwko mnie – spojrzałem na
tę dwójkę. – A ja ci przypominam Olgo, że będąc zamkniętą tu w domu,
przynamniej jest bezpieczna i nikt jej nie skrzywdzi.
-Violetta nie jest dzieckiem i da sobie radę – kiwnął głową
Ramallo.
-Tak, tak. Słuchajcie skończmy już wałkować ten temat.
Violetta będzie się uczyła w domu, cokolwiek, ktokolwiek o tym myśli –
powiedziałem stanowczo. – A ty Olga – zwróciłem się do ciemnowłosej – zrób mi
kawę – wyszedlem z kuchni i skierowalem się do swojego gabinetu.
*Cami*
Skończyliśmy już zajęcia w Studiu, więc nadszedł czas na
pojedynek z Ludmiłą. Trochę się denerwowałam, ale bardziej złościłam na tę
jędzę. Miałam już jej dość i chciałam jej w końcu pokazać, ze nie jest wcale
najlepsza.
-Cami jesteś pewna, że chcesz wziąć udział w tym
pojedynku? – zwróciła się do mnie zatroskana Fran.
-Tak. Jestem.
Pokażę tej małpie na co mnie stać – ze złości aż się gotowalam.
-Ok. Pamiętaj, ze jesteśmy z tobą – położył mi dłoń na
ramieniu Maxi.
-Dzięki kochani – uśmiechnęłam się do przyjaciół. – Więc chodźmy
– skierowaliśmy się w kierunku Sali muzycznej. Weszliśmy do środka, a tam
czekała już Ludmiła z ekipą.
-O proszę, proszę jednak przyszliście – zaśmiała się
blondynka.
-Jak na takie ofiary to jesteście dość odważni –
uśmiechnął się cwanie Leon.
-A ja bym się z tym nie zgodziła Leonie – przyjrzał mi
się uważniej. – Bo tylko ofiara, chwali dzień, przed zachodem słońca –
podeszłam do nich z uśmiechem.
-Współczuję ci Cami wiesz? – zwróciła się do mnie Ludmiła
– Mało, ze nieudolna to jeszcze głupia.
-Ludmiła – podszedł do nas Maxi – powiedz mi masz coś z
oczami? Bo stoisz przed Cami, a nie przed lustrem.
-Haha, tak? No to zobaczymy. – Ludmiła włączyła muzykę,
Leon zaczął grać i zaczął się pojedynek.
Jednak kiedy się skończył do Sali weszła Angie..